Na moim blogu znajdziecie opinie o testowanych przeze mnie produktach dla niemowląt i nie tylko
poniedziałek, 25 listopada 2013

Kim jest Miś? Miś to przyjaciel każdego dziecka, który wysłucha wszystkie żale, utuli do snu, doda otuchy i nigdy nikomu nie zdradzi najskrytszych tajemnic.

Niestety w Misiu gromadzi się mnóstwo kurzu, roztoczy i innych żyjątek, których Miś się sam nie pozbędzie. Dlatego to My musimy mu pomóc w ich pozbyciu się.

Co zrobić By ten ukochany przyjaciel z dnia na dzień nie stał się największym wrogiem naszego dziecka?

Zasady są proste. Tak jak dbamy o higienę naszego dziecka to tak samo musimy zadbać o nią u Misia.

Misie trzeba regularnie (przynajmniej raz w miesiącu) kąpać. W zależności od tego z jakich materiałów są zrobione można to zrobić ręcznie w misce, w pralce lub za pomocą wilgotnej ściereczki (co jest zalecane przy Misiach filcowych) z użyciem płynu lub proszku, których używamy do prania ubranek dziecka. Oczywiście robimy to z zachowanie odpowiedniej temperatury podanej przez producenta. Jest to bardzo ważne jeżeli nie chcemy aby przyjaciel stał się nagle potworem, który wywołuje ataki paniki u naszego dziecka.

Warto również pamiętać o tych wielkich Misiach zajmujących pół pokoju.

Są one najfajniejsze, najbardziej przytulaśne, ale są one również największym siedliskiem kurzu. Ich pranie jest bardzo problemowe i schną po nim chyba przez cały tydzień, ale trzeba to robić.

 

Fajnym sposobem, aby pozbyć się z maskotek roztoczy (które giną w niskich temperaturach) jest wrzucenie ich do zamrażarki. My robimy to również raz w miesiącu. Gdy pluszaki są już wysuszone po praniu wkładamy je po parę sztuk do worków, szczelnie zawiązujemy i hop do zamrażarki na noc.

Wyjątkiem są tylko dwa wielkie Miśki, bo choćbym nie wiem jak się starała to w zamrażarce ich nie zmieszczę :).

 

Ale oczywiście nie samym Misiem dziecko żyje. Pozostają jeszcze plastikowe, gumowe itp. zabawki (bardzo łatwe do utrzymania w czystości), które my myjemy co drugi dzień w ciepłej wodzie z dodatkiem mydła dla dzieci.

Co do zabawek, które zawierają elementy elektroniczne to my czyścimy je chusteczkami nawilżanymi. Ładnie czyszczą, ich użycie jest bezpieczne dla dziecka i nie ma zagrożenia, że coś zalejemy i zabawka nie będzie działać.

Jest to kilka prostych (choć często czasochłonnych) czynności dzięki, którym mamy pewność, że naszemu dziecku nie zagraża niebezpieczeństwo i zagrożenie jego zdrowia. Ważne to jest w szczególności w domach gdzie znajdują się mali alergicy lub astmatycy (jak w naszym przypadku).

Więc pamiętajcie o higienie przyjaciół Waszych maluszków.

13:04, klaudek871 , Misz masz
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 listopada 2013

Dzisiejszy wpis będzie o higienie.

Jak wszyscy wiemy doskonale na skórze bytuje mnóstwo bakterii i innych podstępnych stworzeń odpowiedzialnych za mnóstwo groźnych chorób dlatego tak ważne jest częste mycie rąk.

Przede wszystkim ręce powinniśmy myć po wyjściu z toalety. O ile u siebie w domu nie powinniśmy mieć z tym problemu (bo chyba w domu każdy normalny człowiek mydło posiada) to po wyjściu w miejski gąszcz możemy mieć już z tym nie lada problem.

Osobiście staram się nie korzystać z publicznych toalet, ale czasami po prostu wyjścia nie mam.

Najgorzej wbrew pozorom nie jest w toaletach w marketach czy na dworcach bo tam coraz częściej widać uczynne Panie, które posprzątają czy dołożą papier i mydło.

Najgorzej jest w urzędach, szpitalach i przychodniach. W miejscach, które powinny świecić przykładem zazwyczaj jest sodoma i gomora. Brud i smród większy niż w dawnych toaletach na Dworcu w Katowicach (kto był ten wie o czym mówię).

Jeżeli chodzi o szpitale i przychodnie to ze względu na choroby moje i Ameli często w takich miejscach przebywam i chcąc nie chcąc czasami muszę korzystać tam z toalet.

Wczoraj byłam z Amelą w szpitalu dziecięcym w Sosnowcu. Oczekiwanie na wizytę u gastrologa trwało długo więc musiałam iść odwiedzić pomieszczenie szumnie zwane toaletą. Na dzień dobry uderzył w moje nozdrza (mimo kataru) straszny smród. Dwie kabiny z czego jedna zdewastowana z wyrwaną deską a po pojemniku na papier nie było nawet śladu! Mogłabym stwierdzić, że ktoś zniszczył i nie zdążyli naprawić, ale trzy miesiące temu kabina wyglądała identycznie. Druga kabina w miarę sprawna, ale oczywiście papieru brak. Po wyjściu z kabiny jak każdy cywilizowany człowiek chciałam umyć ręce i tu kolejna niespodzianka (chociaż chyba się tego spodziewałam)  - mydła oczywiście brak. I to nie tyle, że się skończyło i nikt nie zdążył uzupełnić bo pojemnik na mydło był czyściuteńki bez jakichkolwiek śladów obecności mydła i to od dłuższego czasu. Zniechęcona i zniesmaczona tym jak można traktować ludzi jak bydło ochlapałam na szybko ręce (bo o dziwo woda była), wytarłam w spodnie (bo przy braku papieru o ręcznikach nawet nie marzyłam) i pobiegłam do swojej torebki, w której zawsze mam żel antybakteryjny do rąk. Ta mała buteleczka jest podstawową rzeczą w mojej torebce. Żel jest dla nas ratunkiem w takich sytuacjach jak ta, że w szpitalu dziecięcym nie ma nic co pomogło by nam zachować podstawowe zasady higieny.

Jak wiemy ręce powinien myć każdy ale w szczególności ludzie posiadający dzieci. A jak w dzieciach wyrabiać dobre nawyki? Jak je uczyć podstawowych zasad higieny w takich sytuacjach? Jak się zachować w momencie gdy tak poważne instytucje jak urzędy czy szpitale traktują ludzi jak bydło?

Nie wiem jak jest w Waszych miastach, ale u mnie w Sosnowcu sprawa higieny w instytucjach publicznych leży na łopatkach i w ten sposób brak higieny króluje w miejscach gdzie powinno być naprawdę czysto.

 

13:35, klaudek871 , Misz masz
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 04 listopada 2013

Prawie trzy tygodnie temu Amela dostała do przetestowania całą serie produktów Olivocap.

W paczce znalazłyśmy:

- OLIVOCAP Spray do usuwania woskowiny usznej (15ml) - preparat oczyszczający kanał słuchowy z woskowiny, chroniący uszy przed infekcjami, posiadający właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybiczne, nawilżający zewnętrzny kanał słuchowy i łagodzący podrażnienia zewnętrznego kanału ucha.

JEST TO PRODUKT REKOMENDOWANY PRZEZ LARYNGOLOGÓW

- OLIVOCAP PALUSZAK Myjka do uszu (4 szt.) - bawełniana myjka służąca do przemywania, osuszania i pielęgnacji delikatnych części ciała dziecka (takich jak powieki, nos, jama ustna, małżowina uszna, kanał ucha zewnętrznego, dziąsła, jama ustna, pępuszek).

JEST TO PRODUKT REKOMENDOWANY PRZEZ POŁOŻNE

- OLIVOCAP GARDŁO Spray nawilżający z wit. A+E (20ml) - preparat nawilżający gardło wysuszone w wyniku przyjmowania leków wziewnych, choroby lub gorączki oraz regenerujący błonę śluzową gardła po przebytych infekcjach.

JEST TO PRODUKT REKOMENDOWANY PRZEZ PEDIATRÓW

Oraz gadżety od Olivocap:

W naszym przypadku na pierwszy ogień poszedł spray do usuwania woskowiny usznej. Produkt, którego działania byłam bardzo ciekawa bo Amela ma problem z woskowiną - na drugi dzień po czyszczeniu uszu już wyglądała tak jakbyśmy ich przez tydzień nie myli :(. Po prawie trzech tygodniach mogę go polecić każdemu rodzicowi. Przede wszystkim jest skuteczny. Amela ma spray aplikowany profilaktycznie 2 razy w tygodniu i w międzyczasie uszka są naprawdę czyste. Z początku psikałam jej po dwie dawki na ucho, ale teraz w zupełności wystarcza jedna dawka. Spray jest na bazie oliwy przez co bardzo dobrze natłuszcza przez co uszka nie są przesuszone (co u nas zdarzało się dosyć często). Trudno mi określić czy chroni przed infekcjami bo wcześniej nam się nie przydarzały, ale tłusta konsystencja na pewno chroni przed dostaniem się wody do kanału ucha. Produkt bardzo łatwo się aplikuje do ucha i Amela nawet już nie reaguje na to, że zbliżam się z czymś do jej ucha. Czyli aplikacja bezstresowa. Spray przez gęstą, oleistą konsystencję jest bardzo wydajny.

Drugim produktem, który sprawdziłyśmy był Paluszak czyli w 100% bawełniana myjka wielokrotnego użytku (można ją prać w pralce), która jak dla mnie jest wspaniałym uzupełnieniem sprayu do usuwania woskowiny. Możemy na nią psiknąć spray i w łatwy i przyjemny sposób oczyścić całe uszko dziecka. Jest rewelacyjną alternatywą dla patyczków do uszu, których ja osobiście bałam się używać (bałam się, że jak mała zacznie się wiercić, kręcić czy szarpać to zrobię jej krzywdę patyczkiem), ale teraz już nie muszę bo Paluszak w zupełności wystarcza. Myjka jest delikatna dla delikatnej skóry dziecka i łatwa w użyciu bo jak sama nazwa wskazuje zakładamy ją na palec. Na pewno byłaby też dobra do oczyszczania dziąsełek dziecka (zanim zaczniemy używać szczoteczki do zębów) jako alternatywa do gazy na palcu.

Ostatni produkt, który ja z początku uważałam za zbędny to spray do gardła. Uważałam, że takie coś nam zupełnie niepotrzebne, ale bardzo się pomyliłam. Amela jest astmatyczką (codziennie nebulizowaną) i dodatkowo strasznie chrapie w związku z czym często jest zachrypnięta. Produkt przydał się bardzo w momentach gdy w związku z wysuszonym gardłem zaczynała pokasływać (co dla każdego jest uciążliwe i niekomfortowe). Spray przynosił jej wtedy ulgę i chrypka się zmniejszała przez co lala może nam teraz dawać nie zachrypnięte koncerty :). Spray dodatkowo przydaje nam się od tygodnia w walce z przeziębieniem. Jak wiadomo jak jesteśmy chorzy to kaszel często łapie nas wieczorem a wtedy nie możemy napić się już syropu i w takich momentach Olivocap Gardło dawał Amelce wytchnienie. Nawilżał gardełko na tyle, że mogła odetchnąć z ulgą nie nękana wrednym kaszlem i spokojnie zasypiała a my mieliśmy całą noc spokojną i przespaną. Olivocap Gardło jest tak samo wydajny jak spray do usuwania woskowiny.

 

Produkty Olivocap dodatkowo są produkowane z naturalnych składników. Na bazie oliwy z oliwek, z dodatkiem olejku miętowego (spray do usuwania woskowiny) oraz wit. A+E (spray do gardła). Nie zawierają wody ani konserwantów. Swoim bardzo skromnym składem i brakiem dziwnych, niezrozumiałych nazw wzbudzają moje zaufanie. Ja na pewno będę ich używać dalej bo dla mnie są produktami, które warto mieć w swojej apteczce i to nie tylko przy małych dzieciach bo woskowina tworzy się bez względu na wiek, a spray do gardła nadaje się również dla palaczy,osób pracujących w pomieszczeniach z suchym powietrzem (ogrzewanych lub klimatyzowanych) czy dla osób "pracujących głosem".

wtorek, 22 października 2013

 

Dzisiaj opowiem Wam piękną bajkę.

 

Dawno, dawno temu.....

 

Zaraz, zaraz. Chyba coś mi się pomyliło!

 

Jeszcze raz :)

 

Nie tak dawno temu dwie Czarodziejki: Kasia i Gina postanowiły zebrać się wraz z 28 innymi Czarodziejkami i porozprawiać na aktualne tematy dotyczące życia codziennego w odległych krainach.

Głowiły się długo nad tym jak to zrobić, aby Czarodziejki zarówno z pobliskich jak i bardzo odległych krain zwabić w jedno magiczne miejsce.

Zadanie łatwe nie było. Czarodziejki-założycielki musiały użyć całego Swojego uroku i mnóstwo magii, aby namówić różne elfy do współpracy. A że Elfów chętnych do pomocy było mnóstwo to Czarodziejki-założycielki mogły odetchnąć z ulgą.

Teraz tylko musiały znaleźć odpowiednie miejsce na to magiczne spotkanie. Miejsce to musiało być wyjątkowe i niebanalne. Takie, w którym w każdym zagłębieniu muru i w każdej szparce między deskami czuć magię. Czarodziejki długo debatowały, zastanawiały się i myślały, że już nic z tego nie będzie aż z pomocą przyszli Alchemicy tworzący magiczny napój, którego recepturę znali tylko Oni.

Alchemicy zaprosili wszystkie Czarodziejki do swojego laboratorium, które znajdowało się trochę na uboczu, ukryte pośród starych murów. Miejsce to było osłonięte od ciekawskich spojrzeń zwykłych śmiertelników i Czarodziejki mogły tam się spotkać bez obaw, że ktoś będzie je tam niepokoił.

Wszystkie zaproszone Czarodziejki nie mogły się doczekać tego wspólnego spotkania. Żyły w podnieceniu i zniecierpliwieniu, ale również w strachu przed nieznanym.

W końcu pewnego pięknego, słonecznego dnia nadszedł ten czas. Trzeba było wyruszyć w podróż w nieznane. Wszystkie Czarodziejki zaprzęgły swoje magiczne rumaki, aby jak najszybciej dotrzeć na miejsce.

Każda Czarodziejka, która dotarła do magicznej komnaty od razu została miło przywitana przez Czarodziejki-założycielki. Ale też na każdą z przybyłych od razu był rzucony urok spod działania którego nie można było się uwolnić.

Każdą z przybyłych witał ogień wesoło skaczący w kominku, zapach starych murów i drewna oraz nieznany aromat magicznego napoju Alchemików, którzy tego dnia postanowili się nim podzielić z Czarodziejkami.

Gdy już wszystkie Czarodziejki dotarły na miejsce zaczęły się tak długo wyczekiwane rozmowy. Większość czarodziejek się nie znała osobiście, ale w tym magicznym miejscu poczuły się jak jedna wielka rodzina. Każda chciała z każdą zamienić chociaż słowo, wymienić uśmiech. Czarodziejki tak się rozgadały, że specjalnie przybyłe na to spotkanie Rusałki nie mogły nic powiedzieć, aż w końcu musiały interweniować Czarodziejki-założycielki aby uspokoić rozentuzjazmowane towarzystwo.

Rusałek było pięć, ale miały w sobie tyle siły i magii jakby ich było mnóstwo. Dwie Rusałki opowiadały Czarodziejkom o tym, że warto spełniać swoje plany osobiste i ambicje - walczyć o swoje marzenia. Jedna Rusałka pokazała jak za pomocą magicznych płynów i mazideł mogą dbać o swoje Skrzaty po powrocie do swoich krain. Kolejna Rusałka tłumaczyła jak zadbać o swoje królestwa. Jak wszystko zorganizować bez pomocy czarów przy kręcących się przy nogach Skrzatach. Ostatnia Rusałka, która odważyła się spotkać z Czarodziejkami pokazała im szaty dla skrzatów uszyte z magicznej tkaniny, które wzbudzały zazdrość wśród zwykłych śmiertelników.

Oczywiście jak przystało na spotkanie Czarodziejek niczego nie mogło zabraknąć. Stoły uginały się od jadła a magiczny napój Alchemików lał się strumieniami.

Każda z przybyłych Czarodziejek dostała mnóstwo magicznych artefaktów dostarczonych przez wspaniałe Elfy.

Na spotkaniu był też Czarodziej, który zamykał wszystkie ulotne chwile w swoim magicznym pudełku. W pewnym momencie Czarodziej przegonił wszystkie Czarodziejki. Wszystkie musiały przywdziać takie same szaty, założyły skrywane do tej pory korony i wyszły poza mury laboratorium Alchemików, aby Czarodziej mógł je zamknąć w swoim magicznym pudełku. Ale w jednej chwili miała miejsce prawdziwa magia bo nagle wszystkim Czarodziejkom wyrosły wąsy :). Nie była to jednak sprawka złośliwego Chochlika tylko celowe działanie Czarodziejek. Był to kamuflarz, żeby nikt ze śmiertelników ich nie rozpoznał.

Spotkanie dostarczyło każdej tylu pozytywnych emocji, że gdy przyszedł czas rozstania i powrotu do swoich krain niejednej łezka się w oku zakręciła i obiecały sobie, że już niedługo muszą się ponownie spotkać.

Cdn.

 

 

Wystąpili:

Czarodziejki - założycielki

Gina i Kasia

Czarodziejki zaproszone


Patrycja Tuszyńska

Kasia Data
Ania Marcula
Anna Warzybok
Ania Janik
Gosia Kopińska
Angelika Wilhelmi
Aga Wąsik
Klaudia Sobantka czyli Ja
Magda Mrowczyk
Karolina Krzemińska
Weronika Kordzińska-Śniegota
Marta Jezierska
Magda Jakubowska
Paulina Lorkiewicz
Iza Kwinta
Ela Ogonek
Natalia Nowak
Marta Wieliczko
Karolina Lewandowska
Wioleta Galla
Karolina Pitala
Urszula Baranowska
Paula Kurnyta - Ciapała
Gosia Salwach
Beata Malujda
Magdalena Michalak
Aneta Rydz 

Czarodziej

Dominik

Alchemicy

 

Rusałki

www.mamopracuj.pl

www.thebodynaturrally.pl

www.skarbmatki.pl

www.escarabajo.pl

 

Elfy

Dziękuję Wam wszystkim razem i każdemu z osobna. Ten dzień był dla mnie niezapomniany.

To była czysta magia.



17:00, klaudek871 , Misz masz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 października 2013

Długo się zastanawialiśmy, wahaliśmy i rozważaliśmy wszystkie za i przeciw odnośnie pieluchowania wielorazowego aż w końcu los zadecydował za Nas. W konkursie matka wygrała zestaw 3 pieluszek z wkładami z mikrofibry od firmy BoboLider. Serdecznie dziękuję za możliwość wyboru wzoru. A wybraliśmy takie:

W natłoku ślicznych wzorków wybór był trudny, ale te spodobały nam się najbardziej.

Najpierw oczywiście były obawy czy to się sprawdzi, czy nie będzie przeciekać, jak to się dopierze po czymś grubszym? Ale wszystkie obawy bardzo szybko zostały rozwiane. Pieluszka nie przecieka bo Amela bardzo szybko daje Nam znać, że pieluszka jest do wymiany. Co do kupki to na pieluszkę nakładamy specjalne cieniutkie podkładki, które w większości chronią pieluszkę przed pobrudzeniem. Oczywiście zdarzyło Nam się również, że sama kieszonka się pobrudziła, ale po namoczeniu bardzo ładnie się doprała. Kieszonka bardzo szybko schnie, ale muszę ją prać ręcznie bo temp. prania to 30 stopni. Wkłady można prać w temp. 90 stopni więc mogę je prać z innymi ubrankami w pralce. Dodatkowo Amela nabawiła się jakiś czas temu odparzenia i przy korzystaniu z tych pieluszek widać bardzo dużą poprawę bo skóra bardziej oddycha. Niestety nie mamy jeszcze aż takiego zaufania do pieluszek więc na noc i na wyjście Amela dostaje normalnego pampersa. Ale ilość zużywanych jednorazówek drastycznie spadła pozostawiając w naszej kieszeni więcej złotówek. Jednak trzy pieluszki to zdecydowanie za mało więc musimy jeszcze ze 2-3 sztuki kieszonek dokupić, ale tym się nie martwię bo w sklepie BoboLider przez cały październik jest promocja na pieluszki i inne akcesoria więc na pewno z niej skorzystamy (dodatkowo znalazłam jeszcze w domu 5% rabatu, który jeszcze obniży cenę).

Jest jeszcze jeden bardzo dla Nas pozytywny aspekt korzystania z pieluszek wielorazowych. Są one regulowane na napy więc możemy je dopasować do dzieci różnej postury. My mieliśmy wielokrotnie problem z doborem rozmiaru bo jeden był za mały a następny już za duży więc dla Nas rozwiązanie z napami jest rewelacyjne.

Więc teraz pytanie czy warto się w to bawić? Ja myślę, że tak, ale wybór należy do Was. Ja osobiście tylko żałuję, że tak późno. Przy następnym dziecku zaczniemy wielorazowe pieluchowanie od razu :)

 

PS Na fanpagu BoboLider na Facebooku aktualnie trwa zabawa. Co tydzień w piątek przez cały październik są zadawane pytania. Na koniec miesiąca BoboLider wybierze po jednej odpowiedzi z każdego tygodnia a nagrodami są zestawy srebrnej biżuterii lub bony do wykorzystania w sklepie :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10